PRZEZ TWE OCZY ZIELONE.....

Poniższy tekst stanowi zmodyfikowaną transkrypcje jednego z wykładów piszącego te słowa.
 
  
Świat jaki znamy nieustannie podlega przemianą. Rzeczy, modele zachowań społecznych, sposoby funkcjonowania jednostek, w ciągu ostatnich dwudziestu lat, uległy znacznemu przeobrażeniu. Większość spraw załatwiamy w sieci. Zawieramy nowe znajomości. Złaknieni uczucia szukamy bratniej duszy. Poszukujemy doznań zmysłowych. To naturalne. 
   
Od kiedy istnieją namiętności, istnieją także ludzie, którzy te namiętności pragną wykorzystać do realizacji własnych celów. Osoby te, korzystając z  wiedzy z zakresu psychologi społecznej, socjologi, psychiatrii, biologii i innych dziedzin, przeobrażają racjonalnie myślące jednostki w swoich niewolników. Niewolników których zadaniem jest dostarczenie napastnikowi dóbr materialnych. Słynny "Tulipan" jest tego doskonałym przykładem. Warto przypomnieć, że w czasach działalności Tulipana nie istniał internet w dzisiejszym tego słowa znaczeniu.
Tulipan i Jego filmowe wcielenie Jan Mączka
Klikni aby powiększyć. 
  
Obecnie, napastnicy do łowienia ofiar, z oczywistych powodów, wykorzystują sieć. Według danych FBI w Stanach Zjednoczonych tylko w pierwszym półroczu 2021 roku wartość start związanych z internetowymi oszustwami matrymonialnymi, oszacowano na ponad 130 milionów dolarów.

JAK TO DZIAŁA
 
W typowym przypadku, schemat ataku wygląda nieomal identycznie z autentycznym zaangażowaniem. Napastnicy często podają się za osoby bardzo samotne. Poszukujące bratniej duszy. Mamy także pytania o wiek, zainteresowania, prace, rodzinę, samopoczucie, o to jak minął dzień... Aby wzbudzić sympatie, agresor używa wobec celu, jego bliskich i wszystkiego  z czym jest emocjonalnie związany, pozytywnych sformułowań. Najczęściej przedstawia sam siebie jako osobę przeciętną, lecz nie ubogą. Mówi o własnych (zmyślonych) problemach, jednak bardziej woli słuchać. Wszystko to sprawia że w naszym umyśle powstaje obraz człowieka którego "od zawsze" chcieliśmy spotkać. Dzieje się tak, ponieważ napastnik wykorzystując informacje które sami mu przekazaliśmy, kreuje wizerunek własnej osoby w taki sposób, by był on zgodny z naszym wyobrażeniami ideału.
 
Kiedy agresor wyczuje że nasze zaangażowanie jest odpowiednio duże, oświadcza że "sam coś czuje”. Że „chyba się zakochał". Następuję faza  planów na wspólną przyszłość, intymnych zwierzeń. Wszystko to ma na celu nie tylko uśpić czujność ofiary, ale jeszcze bardziej pogrążyć ją w morzu namiętności. Gdy ofiara jest już odpowiednio przygotowana, aktor przystępuje do realizacji właściwego zadania, najczęściej według jednego z dwóch scenariuszy.       
             
WARIANT PIERWSZY                       
                 
Napastnik dąży do jak najszybszego spotkania z ofiarą. Ustala miejsce, termin, czas. Jednak w ostatniej chwili zbolałym głosem oświadcza że jest to obecnie niemożliwe. Zaczyna snuć swoją opowieść. Chociaż by o rzekomej kradzieży pieniędzy. O nagłej, chorobie której koszt leczenia jest wysoki, o zdemolowaniu przez nieznanych sprawców mieszkania ("wspólnie urządzaliśmy nasze przyszłe gniazdko, tak pięknie wyszło, tyle serca i pieniędzy włożyliśmy a te pierdolone gnoje zniszczyły"). Opowieści może być wiele. Wspólnym mianownikiem jest wzbudzenie współczucia, a następnie wyrwanie z naszych kieszeni pieniędzy. Jednak napastnik kieruje sprawą w taki sposób, że ofiara sama oferuje pieniądze. Metoda przekazania pieniędzy wybierana jest tak, aby pozostawić po sobie jak najmniejszą ilość śladów. Tego typu działanie może mieć charakter jednorazowy lub być częścią dłuższego cyklu.                   
                    
Zdarza się że napastnik, początkowo pomaga ofierze przekazując niewielkie kwoty. Dopiero po uzyskaniu odpowiedniej dozy zaufania przepuszcza atak. Po osiągnięciu celu, agresor wycofuje się ze związku. Może to nastąpić w sposób nagły - agresor po prostu "znika". Lecz zdarzają się sytuacje w których aktor wygasza powoli relacje.         
                  
Zdarza się i tak, że napastnik usiłuję nakłonić ofiarę do instalacji oprogramowania, motywując to np "bezpieczniejsza komunikacją", zabawną grą, czy też pomocną aplikacją. W tym celu agresor może przesłać link. W przypadku urządzeń mobilnych link ten może prowadzić do oficjalnych repozytorium Google Play czy też AppStore. Ofiara przekonana że „aplikacje pobierane z takich miejsc z całą pewnością są wolne od szkodników”, instaluje program, najczęściej nieświadomie zezwalając na pełen dostęp napastnikowi do własnego urządzenia. Napastnik, otrzymuje możliwość przechwycenia choćby kodów autoryzacji do bankowości elektronicznej. Umożliwia to, w pewnych okolicznościach, kradzież  pieniędzy z konta bankowego ofiary. Dostęp do urządzenia daje napastnikowi także wgląd w wiadomości, rejestr połączeń a nawet nasłuch otoczenia ofiary. Dzięki temu aktor jest w posiadaniu wielu cennych informacji: Jaki jest autentyczny stosunek ofiary do niego samego, z kim ofiara się spotyka, jakie są jej relacje z otoczeniem... Może więc odpowiednio modyfikować wektor ataku.           
                             
WARIANT DRUGI                                  
                                     
W wariancje tym, agresor spotyka się ze swoją ofiarą. Również w tym przypadku ,mogą wystąpić różne scenariusze. Napastnik może już pierwszego dnia dokonać przywłaszczenia mienia po czym najzwyczajniej w świecie "zniknąć". Może odczekać pewien czas, zdobywając pełne zaufanie swojego celu, a tym samym uzyskać dostęp do większej ilości dóbr materialnych, lub też eksploatować cel przez miesiące a nawet lata.                                                       
  
Napastnik może wzbudzać w nas żal, troskę, litość, poczucie winy, w konsekwencji czego możemy odczuwać silną chęć niesienia pomocy. W praktyce zdarzały się przypadki w których ofiary zaciągały kredyty, byle by tylko nieść pomoc „choremu dziecku”, „dotkniętej nowotworem matce napastnika”, czy teź samemu napastnikowi . Możemy usłyszeć setki powodów dla których nasza pomoc jest konieczna. W przypadku oporów, lub tez chęci bliższego przyjrzenia się sprawie, usłyszymy zarzuty o brak zaufania. Możemy również zostać posądzeni o paranoiczna podejrzliwość. W zaawansowanych formach ataku, napastnik może nam przedstawiać różnego rodzaju dokumenty a nawet osoby, aby tylko uwiarygodnić swoją historie.            
        
Pomyślne zdarzenia takie jak otrzymanie dobrej pracy, załatwienie sprawy a nawet wygranie konkursu, agresor może przypisać sobie. Jednak by nie wzbudzać podejrzeń i zachować pozory skromności, a tym samym jeszcze bardziej uwiarygodnić siebie w naszych oczach, możemy zostać poinformowani o rzekomym "dobrym sercu" napastnika przez osoby trzecie. Może to być wiadomość tekstowa na komunikatorze, może to być sms, mail a nawet telefon. Informacja może być przekazana przez samego napastnika bądź teź przez jego wspólników.
Przykładowa wiadomość tekstowa od wspólnika agresora
Klikni aby powiększyć. 
              
Taka wiadomość, w wielu przypadkach wywoła u odbiorcy poczucie winy, a stąd już prosta droga do dalszej eksploatacji celu. Zapewne też, odbiorca zawrze pewną nić współpracy z rzekomym życzliwym informatorem. I właśnie napastnikowi o to chodzi. Będzie osiągał cele poprzez wiadomości życzliwych... Jak pokazuje praktyka, bardzo trudno jest uświadomić osobie poddanej obróbce psychologicznej ze wpadła w sidła agresora. Tym bardziej, że zdarzają się przypadki z pozoru przypominające działania ofensywne, jednak takimi nie będące.               
               
 Jeżeli zajmujemy się tego typu sprawami, czy to zawodowo, czy też na płaszczyźnie prywatnej, musimy postępować wyjątkowo delikatnie. Może się bowiem okazać, że to co uważaliśmy za oddziaływanie socjotechniczne, takim działaniem nie jest. Postępując pochopnie, możemy nie tylko zniszczyć autentyczne uczucie, doprowadzić do rozbicia związku ale także doprowadzić do do sytuacji w której, w przyszłości, tym razem prawdziwy agresor, zostanie przez ofiarę potraktowany jak najlepszy przyjaciel. My natomiast będziemy posądzeni o realizacje własnych wizji, pragnienie układania życia innym czy wręcz złą wole. Tym bardziej, że całą sytuacje możemy postrzegać poprzez pryzmat naszych własnych doświadczeń. Własnych demonów lęku i obaw.                    
                 
Jeżeli osoba o której wykazujemy troskę, jest osobą pełnoletnią, sprawną intelektualnie, dysponuje pełną zdolnością do czynności prawnych, nie możemy ingerować w jej wybory. Znacznie bardziej efektywnym działaniem jest prowadzenie szeroko zakrojonych akcji informacyjnych.                             
                                
ROZPOZNANIE 
                
Należy zaznaczyć że niżej podane metody nie wyczerpują katalogu dostępnych czynności jakimi możemy posłużyć się w celu identyfikacji agresora. Poniżej mowa jest o wariancje ataku w którym potencjalny sprawca skorzystał z jednego z popularnych portali społecznościowych. Choć jest to najczęściej spotykany wariant, nie jest jedynym.                          
  
Przede wszystkim, powinniśmy uświadomić sobie, że tak naprawdę problem nie leży po stronie napastnika. Problem leży w nas samych. Często jesteśmy w stanie idealizować rozmówce, wyłączać mechanizmy ostrzegawcze ponieważ pragniemy wieżyc że spotkaliśmy idealnego partnera. Jesteśmy w stanie umniejszać rolę szczegółów, pewnych nieścisłości, ponieważ boimy się zostać sami. Wielu z nas dla poczucia więzi zrobi wszystko.                                       
                               
Napastnik, przystępując do ataku wychodzi z założenia że będziemy postępowali zgodnie ze starymi, wdrukowanymi nam już w dzieciństwie normami postępowania. Normy te, przekazywane z pokolenia na pokolenie, stanowią jeden z rdzeni naszej egzystencji społecznej, mają one zakorzenienie w funkcjonowaniu ludzi pierwotnych.                                               
                                                                                                               
Jedną z takich norm jest przekonanie że osoba okazująca nam sympatie, zainteresowanie nie może mieć wobec nas wrogich zamiarów. Psychologowie są zdania że postawa ta, to pozostałość z czasów człowieka pierwotnego, Jeżeli jeden osobnik przejawiał radość i zadowolenie na widok drugiego, był to znak ze niebezpieczeństwa brak. Ponad to, jak wykazały liczne doświadczenia (choćby Roberta Cialdiniego) jesteśmy w stanie bardziej wieżyc osobą posłującym się pewnymi elementami - takimi jak policyjny uniform, kitel lekarski czy mundur. Dzieje się tak, ponieważ zawody te cieszą się dosyć dużą dozą społecznego zaufania. Niosą one również ze sobą pewne substytuty władzy. Z tego właśnie powodu agresorzy powszechnie wykorzystują wspomniane elementy.                                                                                                            
                                                                               

Często żyjemy przekonaniem że „oczy to zwierciadło duszy”, uważamy więc, że będziemy w stanie odczytać z nich prawdę. W przypadku dobrze przygotowanego napastnika, tego typu przekonanie może zaprowadzić nas na manowce. Istnieje szereg pozycji książkowych, kursów czy też szkoleń pierwotnie adresowanych do artystów, prezenterów czy też sprzedawców, z których inteligentny człowiek jest w stanie nauczyć się świadomego panowania nad własnym ciałem. A więc skutecznie ukryć emocje towarzyszące wydarzeniu.                           
                                                

To tylko dwie z całego szeregu pozycji szkoleniowych

                                                                                         
Jeżeli pojawiają się podejrzenia, wielu z nas gasi je w zarodku: no tak, ale jeżeli jest tak jak mówi, to traktując go jak oszusta stracę być może życiowa szansę. Słowem, przejawiamy czasem postawy konformistyczne licząc na określone profity. Postawa taka, w cyfrowym świecie może przynieść nam więcej szkody niż pożytku. Zamiast oczekiwanych profitów, otrzymamy często ból i cierpienie. Sieć poprzez swoja specyfikę, umożliwia łatwe wykreowanie dowolnej tożsamości. kierujmy się zatem pytaniem: Skąd mogę mieć pewność, że osoba jest tą, za którą się podaje?                                        
                                            
PROFILE                                   
                       
Napastnicy licząc na osiągniecie konkretnych celów materialnych w stosunkowo krótkim czasie, często stosują ten sam szablon działania. Korzystając z ogólnodostępnych, bądź też pozyskanych w inny sposób, autentycznych danych osobowych, tworzą profile w sieciach społecznościowych. Tego typu profile mogą zawierać autentyczne zdjęcia jednak zupełnie rożne od właściwych, dane osobowe. Zarówno dane jak też zdjęcia mogły być już wcześniej wykorzystane. Chociaż by przez prawowitego ich właściciela. Skoro tak, to skorzystajmy z funkcji wyszukiwania podobnych obrazów, dostępnej choćby w wyszukiwarce Google.
Napastnik w celu stworzenia wirtualnej tożsamości może skorzystać z serwisów takich jak
marketingtool.online. Usługa umożliwa dostęp do bardzo realistycznych zdjęć stworzonych za
pomocą odpowiednich algorytmów. Klikni aby powiększyć.
   
Pamiętajmy że w zależności od użytej wyszukiwarki, wyniki mogą być odmienne. Dlatego też warto skorzystać z więcej niż jednego rozwiązania. Prócz wspomnianego Google mogą to być choćby yandex.com oraz bing.com Możemy także posłużyć się serwisami pimeyes.com czy też tineye.com stworzonymi w celu wyszukiwania korelacji pomiędzy obrazami.                                      
                                                
                                                                                                        
 Kolejnym elementem na jaki warto zwrócić uwagę to: data utworzenia profilu, liczba znajomych, ilość oraz zawartość wpisów, zainteresowania. Korelacja pomiędzy zamieszczanymi fotografiami a ich opisami, Jeżeli profil utworzono stosunkowo niedawno, zawiera niewielka liczbę znajomych, zdjęć, wpisów... niech to będzie dla nas sygnałem ostrzegawczym. Pamiętajmy przy tym że nie zawsze sposób ten zda egzamin, ponieważ zdarzają się przypadki w których napastnicy latami utrzymują profile na użytek przyszłych ataków socjotechnicznych. Zwróćmy także uwagę na powiązania pomiędzy grupami znajomych. Kim są owi znajomi? Czy profile te utworzono w podobnym okresie czasu? Czasami profile te tworzone są przez samego napastnika. Agresor sam dokonuję interakcji pomiędzy profilami, aby w ten sposób jeszcze bardziej uwiarygodnić swoją osobę. Jednak utrzymanie wielu różnych kont w różnorodności treści, zabiera dużo czasu, dlatego też konta tego rodzaju zawierają często dosyć lakoniczne treści, przypadkowe obrazy, są niedopracowane.
                                  
Warto również odwiedzić strony takie jak whatsmyname.app lub aware-online.com/en/osint-tools/people-search-tool, lub inteltechniques.com/tools/Search.html Przydatny może być także buzzglobe.com. Tego rodzaju serwisy umożliwiają odpytanie wielu rożnych usług internetowych na okoliczność występowania określonej nazwy użytkownika. Serwis Buzzglobe choć charakteryzuję się spartańskim layoutem jest bardzo skuteczny w wyszukiwaniu wpisów danego użytkownika w mediach społecznościowych. Zwróćmy uwagę na rezultaty wyszukiwania. Czy występują inne profile z analogicznymi wartościami?
Serwis Buzzglobe
Klikni aby powiększyć
MIEJSCE PRACY
  
Jeżeli "Kowalski" twierdzi że jest żołnierzem, lekarzem, oficerem wywiadu, policjantem, zawsze możemy zwrócić się z zapytaniem do stosownej instytucji w celu weryfikacji informacji. W podobny sposób, możemy postąpić w przypadku podmiotów prywatnych. Natomiast musimy liczyć się z tym, że nie zawsze uzyskamy informacje zwrotną.            
                              
W przypadku pracowników Policji, przychodzi na myśl najbliższa komenda Policji, jednakże w pewnych okolicznościach właściwszym adresem będzie biuro kadr i szkolenia Komendy Głównej. Biuro dysponuję rejestrami wszystkich funkcjonariuszy a także pracowników korpusu cywilnego. Pamiętajmy także, że sama "blacha" - czyli odznaka z numerem personalnym, nie jest dokumentem wiążącym. Takim dokumentem jest aktualna legitymacja. Wojskowym odpowiednikiem Biura Kadr KG Policji jest Departament Kadr MON.
Aktualny wzór legitymacji Policyjnej
Klikni aby powiększyć
W przypadku gdy osoba twierdzi ze jest lekarzem, pomocą w weryfikacji, może być serwis rejestr.nil.org.pl. Strona ta umożliwia sprawdzenie podstawowych informacji o lekarzu a także lekarzu dentyście.     
                       
Rejestr NIL
Klikni aby powiększyć
Natomiast strona rejestradwokatow.pl to spis wszystkich członków palestry: czynnych adwokatów, aplikantów adwokackich oraz adwokatów nie wykonujących zawodu. Co istotne, spis zawiera także dane prawników z innych krajów.       
 
To tylko kilka z całego szeregu możliwości weryfikacji miejsca pracy. Sprawa będzie wyglądała nieco inaczej, jeżeli mamy do czynienia z obywatelem innego Państwa. W takich przypadkach dobrym rozwiązaniem może być kontakt z palcówką dyplomatyczną danego kraju.                                                            

DOKUMENTY                                   
                           
Czasami agresor w celu uwiarygodnienia danych personalnych jakim się posłużył, przedstawia dokument tożsamości. Jeżeli jest to dowód osobisty możemy skorzystać z serwisów takich jak kalkulatory.gofin.pl/kalkulatory/sprawdzanie-pesel-weryfikacja-pesel lub też www.sprawdz-numer.com/dowod-osobisty                                
   
Natomiast strona www.consilium.europa.eu/prado/en zawiera wzory dokumentów tożsamości obowiązujące w krajach członkowskich Unii Europejskiej. W ostateczności możemy zwrócić się z prośba o weryfikacje tożsamości do właściwego wystawcy dokumentu.   
   
Agresorzy przeważnie nie lubią zbyt szczegółowych pytań. Patrząc z perspektywy napastnika, wiąże to się z zapamiętaniem wielu szczegółów by nie ulec dekonspiracji w przyszłości. Jeżeli tak, skorzystajmy ze starego, sprawdzonego sposobu „pytań minionych”. Zadajmy pytanie, zapamiętajmy odpowiedź a następnie po dłuższym czasie powtórzmy to samo pytanie. Zwróćmy uwagę na szczegóły odpowiedzi. Czy odpowiedzi różnią się między sobą? Czy jest to znaczna różnica?                            

Na koniec pamiętajmy że nasze wewnętrzne przeczucia nazywane czasami "rozumem" mogą uchronić nas przed całym łańcuchem bardzo poważnych konsekwencji. A więc wsłuchujmy się we własne wnętrze. Co czujemy gdy usłyszymy dziwne propozycje? Warto także pamiętać o starej lecz w dalszym ciągu aktualnej regule: jeśli coś jest zbyt piękne aby było prawdziwe to najprawdopodobniej prawdziwym nie jest.  

CASE STUDY -Czyli historia życiem spisana 
  
Prezentowana historia bazuje na wydarzeniach autentycznych. Zmienione zostały czas, miejsca, imiona oraz wszelkie inne dane mogące doprowadzić do identyfikacji bohaterów. Autor dziękuje wszystkim osobą które przyczyniły się do powstania poniższego studium przypadku. Zwłaszcza lekarzom oraz psychologowi klinicznemu.
  

Anna

Było lato, poznali się na popularnym portalu społecznościowym.. To znaczy sam ją zaczepił. Czułe, głębokie rozmowy na privie. Był czarujący. Pytał o samopoczucie, o to jak minął dzień. Był grzeczny, uprzejmy. Znał słowo przepraszam. Słuchał ze współczuciem. Zero podtekstów seksualnych. I te jego jak się czujesz... Jak ten łajdak mógł cie tak potraktować.... Łobuz. Żadnych przekleństw! Uważał że przekleństwa nic nie dają. Że lepiej przekuć energie w czyn. Boski! Jezu, pomyślała, gdzie się taki uchował?

Po kilku dniach, w toku rozmowy dowiedziała się że nie pije alkoholu. Nie pali. Nie ma ciągotek ani do hazardu ani do innych nałogów. Lubi mecze ale tylko w tv. Bardzo dobrze orientował się w popularnych telenowelach. Czuła że coraz bardziej pochłania ją ta relacja. Chciała przejść do wyższego stopnia znajomości. Ale była ostrożna. Kiedyś czytała na jednym z popularnych portali, że podczas zawierania internetowych znajomości należy zachować szczególną czujność. Raczej dla zasady, obejrzała dokładniej profil Andrzeja, bo tak miał na imię. Sporo rożnych zdjęć z rożnych krajów - był przecież żołnierzem na misjach. Jak na żołnierza przystało, zdjęcie profilowe w mundurze polowym i zapewne dla żartu, w maseczce.  

 To nie było dziwne. Przecież, pomyślała, teraz w czasie Covidu, często ludzie dają na profilowym zdjęcie w maseczkach. Zdjęć pełnej twarzy - niewiele. Andrzej tłumaczył to zasadami bezpieczeństwa które wpajają im w armii. Psycholi nie brakuje. Doskonale to rozumiała. Sama przecież miała kiedyś problem z jakimś debilem. Tak jak wyczytała na tamtym portalu, zwróciła także uwagę na date utworzenia profilu. Cztery lata wstecz. Ok pomyślała. Liczba znajomych: czterdziestu. Aktywne profile. Zainteresowania: sport rekreacja, podróże. Super! Czyżbym spotkała ideał?

 Poczuła że mogła by go od razu pokochać. Wymienili się numerami telefonów. Andrzej zaproponował komunikator. Bo to znacznie bezpieczniejsze. Ok. Zainstalowała Signal. Rozmawiali na video! Miał boski głos! Taki męski! I ten charakterystyczny Polsko - Amerykański akcent! Tak! Jego rodzice wyemigrowali w stanie wojennym do USA. Miał obywatelstwo. Pokazywał nawet paszport! Pokazał też dom w którym mieszkał. Cudo! A obok palmy! Jezu, pomyślała jak ja bym chciała tam zamieszkać! Obraz na komunikatorze był nie wyraźny, ale trudno. Wiadomo jak to działa. Zasypywał ją komplementami. Na urodziny nie wiedział co jej kupić, wiec spytał o numer konta bo chciałby przesłać parę dolarów żeby sobie coś sama kupiła. Trochę pokokietowana ale podała. Przysłał sto dolarów.

 Po dwóch tygodniach znajomości była zakochana. Chodziła jak w letargu. Andrzej nie był natrętny, wręcz przeciwnie. Czasami to ona inicjowała rozmowę. Czyżby miał inną? Zazdrość opanowała jej ciało. Oczami duszy widziała te amerykańskie cycate pindy miżdżące się do JEJ Andrzeja! Był cudowny! Jak by czytał w jej myślach! Wróżka jej kiedyś powiedziała ze spotka swój ideał. I oto jest! Dowiedziała się ze ma dziesięcioletnią córkę, która ma problemy zdrowotne, ale opiekuje nią się babcia. Powiedział też, że zamierza za kilka lat przenieść się do Polski. Za kilka lat. Jak będzie na wojskowej emeryturze. Łał, pomyślała. Jak bym wyszła za niego to miała bym chyba obywatelstwo USA?

 Andrzej mówił wprost o życiu w USA. O swoich zarobkach i oszczędnościach. Nie widziała powodu żeby nie odwdzięczyć mu się tym samym. Miała zamiar kupić mieszkanie. Czterysta tysięcy na koncie to prezent od babci. Zapisany w testamencie. Pochwalił ją że nie jest rozrzutna jak wiele amerykanek. Powiedział, że jak będzie trzeba, to trochę dołoży. I stało się! Po trzech tygodniach znajomości Andrzej, JEJ Andrzej, oświadczył jej że ją kocha! Mało tego! Powiedział że za miesiąc będzie miał urlop i przyjedzie na cały tydzień!

Oszalała! Ogień rozpalił jej ciało! Pragnęła kochać się z nim! On także! Był mega przystojny! Andrzej zaproponował, inny znacznie bardziej bezpieczny komunikator. Jak tłumaczył, służby w USA mają wgląd w Signala. Po co mają oglądać ich tyłki? Zachichotała. No tak. Przesłał jej apkę do zainstalowania. I poinstruował jak zainstalować. Wszystko przebiegło dobrze. Po godzinie doznała małej namiastki tego co ja czeka już niebawem.

Była jeszcze bardziej zakochana. Z każdym dniem była coraz bardziej przekonana, że niebiosa ich sobie zesłały. Zasypiała przy jego głosie. To nic że ma córkę. Małolatę się wychowa. Płonęła na myśl osobistego spotkania.  

Dwa tygodnie później.
   
To już jutro! Anna nie mogła z wrażenia zasnąć. Tak! Już jutro spotka się z nim! Wysprzątane. Wymyte. Wino się schładza. Przylatuje w nocy. Samolotem wojskowym. A po zakwaterowaniu przyleci z Warszawy do Krakowa. Do niej! Sprawdziła połączenia. Będzie jutro o 22. Prosił tylko żeby nikomu nie wspominała o przylocie samolotu transportowego aż do jutra. Rozsądnie to brzmiało. Przecież na wschodzie trwa wojna i nie powinno się za dużo mówić.
  
Dzień później
  
Cholera, pomyślała patrząc na martwą komórkę. Żeby w takiej chwili wysiadła. Nie reagowała na nic. Tylko bez przerwy duża ikona robota z kółkiem zębatym. Najgorzej ze miała tam wszystkie fotki Andrzeja. A niech to... Ktoś tam jej mówił żeby kopie robić, ale człowiek zawsze to przekładał.
  
Do serwisu jutro. Może naprawią. Dziś na Lotnisko po Andrzeja. Jeszcze chciała sprawdzić pocztę. Kurwa, wycedziła przez zęby, jak się pierdzielić to wszystko na raz. Przed jej oczami widniał mało znaczący komunikat z którego tylko zrozumiała ze wirus zaszyfrował dysk i ktoś chce pieniędzy za odszyfrowanie. Chuja takiego, pomyślała. Pieprzyc to. I tak prawie wszystko robiła w komórce. Właśnie... W komórce. Wpadła na pomysł by przełożyć kartę sim, I tak zrobiła. To znaczy chciała zrobić. Stary telefon miał wejście na duże karty, a ona miała małą kartę. Kurwa, zaklęła. Już siedemnasta. Dobra po drodze na lotnisko spyta się w jakimś serwisie o przejściówkę.
  
Tak zrobiła. Sprzedawca nawet był tak miły, ze zamontował kartę wraz z adapterem. Telefon włożyła do torebki. Na lotnisku sprawdzi co tam kto napisał. Balice po zmroku robią wrażenie. Jednak nie po to tu przyszła by podziwiać olbrzymia halę w kształcie odwróconego trójkąta. Sprawdziła na tablicy. samolot z JEJ Andrzejkiem będzie o czasie. Zerknęła na wiadomości. Andrzej kilka krotnie próbował do niej się dodzwonić. Nie tylko zresztą on. Jakieś nieznane numery. Ale jest też wiadomość.
                         
Port lotniczy Balice 
Klinki aby powiększyć
FOT: Wikipedia

kochanie tak te Angole grzebały się ze dopiero lecimy do PL. Ale dobra wiadomość taka ze do Krakowa od razu lecimy. Jak wylądujemy i ogarnę kwaterkę to chłopaki mnie podrzuca pod twój adres. Pewnie będzie tak to o 9-10. Czekaj!

Odetchnęła. Wróci do domu i zdąży się wyspać. Miała właśnie wsiąść do auta gdy zadzwonił telefon. Numer stacjonarny. Strefa warszawska. Głos w słuchawce był donośny, twardy. Dobry wieczór usłyszała. Czy to Pani Anna Nowak? Potwierdziła. Moje nazwisko Grabczuk. Dowodzę szósta kompanią regimentu lotnictwa wojskowego. Czy Pan Andrzej Szmitke jest dla Pani kimś bliskim? Tak. To mój partner. Pani Anno, jestem zmuszony do przekazania Pani informacji. Pan Andrzej nie żyje. Samolot transportowy którym leciał rozbił się. Zdarzenie miało miejsce tuż po starcie maszyny. Każdy żołnierz, czy to nasz czy naszych partnerów wpisuje w dokumenty dane osób które należy zawiadomić w przypadku śmierci. Sierżant Szmitke wpisał miedzy innymi panią. Strona Amerykańska działa bardzo sprawnie, dlatego prawie natychmiast przekazano nam pani dane. Pani Anno. Zapewne jest ta sytuacja dla Pani tragedią. Rozumiemy to. W obecnej chwili trwa akcja dogaszania wraku. Pani Anno. Żeby nie szerzyć paniki, zdecydowano że wiadomość zostanie podana do publicznej wiadomości w dniu jutrzejszym. w godzinach popołudniowych. Czy może nam pani obiecać ze zachowa Pani tragiczną wiadomość do dnia jutrzejszego?
     
Była w szoku. Tak jak by dotyczyło to co właśnie usłyszała, zupełnie kogoś innego. Tak, oczywiście. powiedziała odruchowo. Pani Anno. Już teraz mogę pani obiecać że będzie Pani mogla uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych. Powiem więcej. Zabierzemy Panią na te uroczystości. Myślę że z otrzymaniem wizy nie będzie problemu. Jutro odezwę się do pani. Dobranoc. Rozmówca się rozłączył. Opadła na fotel. Nie wiedziała co robić. W głowie przewiały się obrazy, słowa. Ból głowy jaki się pojawił był tak silny, że uniemożliwiał jakąkolwiek reakcje. Nagle poczuła ulgę. Jak by wszystko gdzieś odeszło. Zaczęła krzyczeć z radości. Uśmiechać się i rozmawiać z Andrzejem. Widziała go, choć nikogo nie było w pobliżu. Rzuciła się na asfalt parkingu i zaczęła krzyczeć. 
  
Chwała ojcu i synowi i duchowi świętemu...
  
Cztery miesiące później.
  
Jesień ozłociła szpitalne alejki. Anna z nieukrywaną satysfakcją przekroczyła próg. Skierowała się wprost na parking. Wreszcie wypis. Tak dokładnie to sama nie za bardzo pamięta co się z nią działo. Czarna dziura. Jak by ktoś skasował jej pamięć. Dopiero dzięki Oli i Michałowi zdołała odtworzyć sobie niektóre wydarzenia. Podobno była nieprzytomnie zakochana w jakimś żołnierzu który ja olał. Tak mówili. Ale ona nic nie pamięta.
  
 Mogla wracać do domu. Michał pomógł jej wsiąść. Doktor powiedział że musi jeszcze przez kilka miesięcy brać leki. Może wrócić do pracy. Michał naprawił jej laptopa. Komórka raczej tylko do utylizacji. Szkoda tylko zdjęć i reszty co na niej były. Pomimo luki pamięciowej bardzo dobrze pamiętała o pieniądzach po babci, i na co miały one być przeznaczone. Jej karta działała. Płaciła kartą w szpitalnym sklepie, pobierała gotówkę z bankomatu. Nie było potrzeby wbijać się na serwis transakcyjny. Ale teraz trzeba uporządkować kilka rzeczy.
  
Złożyła reklamacje. Zgłosiła też sprawę na policji. Po pewnym czasie otrzymała pismo z którego wynikało że rachunek odbiorcy, to rachunek zmarłego kilka miesięcy temu alkoholika. Zgon z przyczyn naturalnych. Ustalono że pieniądze z tego konta zostały wytransferowane do kilku serwisów transferowych i tu ślad się urywał. Choć wiele kwestii pozostawało bez odpowiedzi, po pewnym czasie sprawa została odłożona na polkę.
  
Nie znaleziono jasnych przesłanek dla których sprawa mogła by nosić znamiona przestępstwa. Ponieważ bank Anny określił całą transakcje jako nie budzącą zastrzeżeń, zmarły alkoholik faktycznie chciał sprzedać mieszkanie a Anna nie była sobie w stanie przypomnieć niczego z tamtego okresu czasu, dlatego przyjęto hipotezę w myśl której pogrążona w rozpaczy i histerii Anna, zapłaciła za mieszkanie nie dopełniając formalności. Ludzie pod wpływem emocji, zachowują się czasem nieracjonalnie. Teza ta była tym bardziej prawdopodobna, że bildingi połączeń wykazały że alkoholik wielokrotnie nawiązywał połączenia głosowe z numerem Anny właśnie w dniu dokonania przelewu.
  
Skierowała sprawę na drogę sądową przeciw rodzinie alkoholika o zwrot wpłaconych pieniędzy. Wynajęła również agencje detektywistyczną. Działania te jednak nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Sąd po zbadaniu sprawy oddalił powództwo Wynajęta agencja stwierdziła jedynie ze stan posiadania krewnych zmarłego alkoholika w żaden sposób nie uległ zmianie.
  
W dalszym ciągu, z trudem spłacali kredyty. Także i inne przesłanki przemawiały za tym, by przyjąć hipotezę w myśl której, krewni alkoholika nie posiadali żadnej wiedzy o przypływie gotówki na konto alkoholika. Okazało się że mieszkanie alkoholika, nawet po jego śmierci pozostało zadłużone.
 
Sprawdzono rejestry połączeń telefonu alkoholika. Odnotowano brak jakichkolwiek połączeń wychodzących na numer Anny. W zestawieniu nie znaleziono również żadnych wiadomości tekstowych kierowanych do Anny. Było to dziwne ze względu na rozbieżność z bildingami Anny. Wynajęty przez agencje informatyk śledczy, za zgodą rodziny, przeprowadził analizę laptopa alkoholika. Analiza wykazała brak działań na komputerze co najmniej w okresie dwóch lat. Bank alkoholika bardzo niechętnie zgodził się przekazać informacje o logowaniach na konto.
  
Wynikało z nich, że do logowania zawsze używano mobilnej wersji przeglądarki. Łączono się zawsze z polski, z miasta zamieszkania alkoholika. Zarówno samo konto, jak też numer telefonu służący do autoryzacji transakcji zostały zarejestrowane na alkoholika. Na warsztat analityka trafił także uszkodzony telefon Anny oraz komputer, który choć został już przywrócony do życia, mógł zawierać istotne wskazówki.
   
Po przeanalizowaniu sprawy, analityk zasugerował Annie że najprawdopodobniej padła ofiarą kradzieży. Doszło do infekcji zarówno telefonu jak też komputera, aplikacjami dzięki którym napastnik mógł dokonywać czynności jako prawowity użytkownik. Zalogował się do serwisu transakcyjnego, a następnie dokonał przelewu na konto alkoholika który zapewne odegrał jedynie rolę „słupa”.
  
Aby opóźnić wykrycie incydentu doprowadził do unieruchomienia urządzeń. Analityk również wskazał na korelacje czasową wydarzeń. Sygnatury czasowe wskazywały że szyfrowanie dysku w komputerze Anny nastąpiło krótko po dokonaniu przelewu.
  
Interesującym był również fakt, że kilkanaście godzin później, Anne odebrało z lotniska ratownictwo medyczne.  
  
Jeżeli przedstawiony rozwój wydarzeń pokrywał się z rzeczywistością, to trzeba przyznać że agresorowi dopisał pomyślny zbieg okoliczności. Przecież, Anna mogła próbować dostać się na serwis transakcyjny z innego urządzenia. Zapewne, natychmiast zwróciła by uwagę na nieprawidłowości. Wówczas zaistniała by szansa na szybkie odzyskanie środków. Mogła także wykazać się znacznie bardziej silniejszą konstrukcją psychiczną, wtedy także dosyć szybko odkryła by kradzież. Już będąc w szpitalu, mogła wreszcie zajrzeć na serwis transakcyjny. Choć zapewne w tym przypadku, ze względu na duża zwłokę czasową, nie wiele by to pomogło. Tak, sprawca miał niesłychane szczęście. A może jednak to nie żadne szczęście, nie żaden zbieg okoliczności lecz dobrze zaplanowany atak? Co prawda, w obecnych czasach, rzadko zdarzało się by wydrwigrosze posuwali się do wysublimowanej fizycznej ingerencji w cel, ale kto wie.. Z drugiej strony badania toksykologiczne wykluczyły obecność środków oddziaływających na układ nerwowy w organizmie Anny.    
  
Kilka dni później, jedna z koleżanek przypomniała sobie że Anka, przed feralnym zajściem na lotnisku, prosząc o całkowitą dyskrecję, wyznała, że jej ukochany Andrzej przylatuje na urlop. Przylatuję do niej! Do Krakowa!
  
Analityk poszedł tym tropem. Wielu znajomych wiedziało że jest nieprzytomnie zakochana. Mówiła wszystkim że Andrzej mieszka w Polsce. Nie zgadzało to się z tym co miała do powiedzenia Basia. Barbara powiedziała że Andrzej przedstawiał się jako Polak mieszkający na stałe w USA.
  
Ponieważ Anna zarówno na parkingu lotniska, jak też w szpitalu, powtarzała że Andrzej zginął w katastrofie lotniczej, analityk sprawdził także czy w feralnym okresie jakiś samolot cywilny lub wojskowy uległ katastrofie. Nic takiego nie miało miejsca. Wychodziło na to, że została oszukana przez Andrzeja co do powodu dla którego nie przyjechał. Jeżeli tak, to należało sobie postawić pytanie czy to właśnie Andrzej stał za wyprowadzeniem z konta pieniędzy.  
   
Detektywi z agencji przedstawili wnioski. Anna jednak w dalszym ciągu, nie była sobie w stanie przypomnieć niczego związanego z Andrzejem. Pamiętała że była na lotnisku, pamiętała ze zepsuł jej się telefon, pamiętała wiele, lecz absolutnie nic związanego z Andrzejem. Znajomi twierdzili że nie widziała świata poza nim. Jednak nie chciała podać szczegółów z obawy przed zawistnymi koleżankami, które raz już zniszczyły jej dobrze zapowiadający się związek.
  
Nagadały wtedy bzdur. Nagadały że Tomek to oszust, że to taka współczesna wersja Tulipana. Tezę podpierały historią w myśl której jedna z nich miała zostać przez Tomka okradziona. W końcu sama zaczęła w to wierzyć. Poszła na Policje. Okazał się czysty. Jednak nie chciał już jej znać. Za to Kryśka która to rozpętała, posikała się ze śmiechu.  
   
Tylko jedna Baśka sporo wiedziała. Anka jej ufała. Na pytanie czy Anna wspominała że Andrzej chciał jakieś pieniądze, odpowiedziała negatywnie. Dodała że to on kiedyś nawet przesłał pieniądze.
  
Przypomniała też sobie, że Anka wspominała coś ze przy Andrzeju czuje się naprawdę bezpieczna. Bardzo dbał o jej prywatność. Był pomocny. Do tego stopnia że pomógł jej rozwiązać poważny problem z komputerem. Poinstruował, w jaki sposób ma zainstalować taki specjalny program, dzięki któremu Andrzej będąc daleko, mógł robić na jej komputerze wszystko tak, jak był by w tym samym pomieszczeniu. Detektywi mieli już niemal pewność że za wyprowadzeniem środków stał Andrzej.
  
Prokuratura ponownie zajęła się sprawą. Jednak ze względu na brak konkretnych, przełomowych postępów w śledztwie, oraz możliwości identyfikacji sprawcy, sprawa ponownie trafiła na polkę. Anna usłyszała że nowe dane są jedynie przypuszczeniami, hipotezami. Usłyszała także, że tego typu spraw, prokuratura wszczyna kilkanaście w miesiącu. Jedynie w nielicznych przypadkach udaję się zatrzymać sprawcę. I to w takich, w których napastnik wykazał się wyjątkową bezmyślnością. Szansa na schwytanie wyrwigrosza po półtora roku od zdarzenia, jest znikoma. To jest prawdziwe życie a nie serialowa fikcja - dodała pani prokurator, jak by czytając w myślach Anny.
  
Jeszcze przez pewien czas procesowała się zarówno z bankiem, jak też rodziną alkoholika. Jednak wszystkie spraw przegrywała. Prawnicy banku wykazali rażące niedbalstwo klientki, jednocześnie sugerując że być może, zakochana Anna całkowicie świadomie przekazała Andrzejowi środki przez pośrednika, a następnie zainscenizowała atak złośliwego oprogramowania by zrzucić wine na bank, i wyłudzić pieniądze.
  
Była badana przez biegłych. Podważano jej poczytalność. Zaczęła czuć się jak sprawca a nie jak ofiara. Miała dosyć. By opłacić prawników zaciągnęła kredyt. Najpierw jeden. Potem drugi. Koszty szybko rosły. Wynosiły już ponad dwadzieścia tysięcy złotych. Odpuściła. Próbowała szukać porad na popularnych portalach. Jednak po przeczytaniu kilku komentarzy, miała dość. Nawet nie chodzi o to, że nazwano ją „naiwną tępa dzidą”. Prawie wszystkie wypowiedzi, były - jak to ujął jej dziadek, "mądrowaniem się". Wszyscy wiedzieli lepiej. Wszyscy znali się na aspektach prawnych, pracy policji i w ogóle wszystkim. Pouczali, Znajomy prawnik pocieszał że dziewięćdziesiąt procent tych domorosłych specjalistów, to czysto teoretyczni znawcy wszystkiego. Nie wiem, ale powiem bo tak wydaje mi się wydaje, Najczęściej to dzieciaki w wieku późno szkolnym. Nie warto zwracać na takich troili uwagi.
  
Dwa lata później
  
Pakowała ostatni karton. Wreszcie opuszczała to mieszkanie. Z Ludwikiem, kolegą z pracy, było jej dobrze. Postanowiła ulec jego prośbą. Zamieszkać razem. Wzrok jej przykul zielony, gruby zeszyt. Zajrzała. Czym bardziej czytała, tym bardziej otwierała się w jej umyśle, jakaś dawno zamknięta przegródka. Tak. To jej pismo. To jej osobisty pamiętnik. Spisywała w nim każdy moment spędzony z Andrzejem. W jednym momencie przypomniała sobie wszystko. Zrozumiała także, dlaczego zeszyt był zielony. To kolor oczów Andrzeja. Jak na ironie, za ścianą po raz kolejny leciał ten sam kawałek. Nie lubiła tego nurtu muzyki. .Jednak ten utwór, utwór śpiewany dziwnym, maślanym głosem, nacechowany banalnym tekstem, teraz wydał się taki życiowy. Taki boleśnie prawdziwy. Łzy wypełniły niebieskie oczy.
  
Andrzej
Postać ta jest fikcyjna. Stanowi koncentracje cech kilku autentycznych osób.  
  
Jego prawdziwe imię było inne. To zresztą nie jest istotne. Imiona zmieniał w zależności od sytuacji. Nie był polakiem. W kraju w którym przebywał, mógł czuć się zupełnie bezpiecznie. Jeżeli tylko nie wchodziło się na pewne obszary zarezerwowane dla Państwa, płaciło podatki, nie było problemu. Zresztą, jego właściwa działalność przebiegała poza granicami kraju. A ta mała z Polski? To była kolejna klientka. Nie używał słowa "naiwna" czy "głupia”. Przecież były jego źródłem dochodu. Oferował im produkt w postaci marzeń, a one za to musiały zapłacić. Jak twierdził, kobiety są w stanie zapłacić każdą cenę za chwile prawdziwej namiętności. A że opłatę sam sobie odbierał? To już inna sprawa. Tłumaczył sobie że przecież biednym nie zabierał. Był także przekonany że jeżeli by go w końcu posadzili, to większość z tych kobiet była by w stanie jeszcze mu drugie tyle zapłacić żeby z nimi był.
  
Po każdej transakcji - jak to nazywał, likwidował wszelkie konta jakie zakładał w związku ze sprawą. Nie interesował go los "klientek". Kiedyś podczas likwidacji jednego z kont, przykula jego uwagę wiadomość:  
  
Wiem ze to ty mi ukradłeś wszystko, wybaczam ci to, dla kobiety ważniejsze od pieniędzy są uczucia, emocje. miłość. Ty wzbudziłeś to we mnie. Weś te pieniądze. Jednak nigdy ci nie wybaczę że tak głęboko zadałeś mi rany. Zastanów się. Masz potencjał. Każda by chciała żeby tak facet mówił, tak delikatnie, z troską. Po co kradniesz jeżeli możesz mieć każdą, nawet bardzo bogata? Pewnie boisz się kobiet. Pewnie zostałeś skrzywdzony, jednak ty znasz klucz do serca kobiety. Zrozum że współczesna kobieta sama może zarobić na siebie. Potrzebuje od faceta tego co ty stosujesz żeby zdobyć zaufanie a następnie ukraść kasę. Jeżeli będzie mi dane spotkać ciebie w realu, możesz być pewny ze cie zatłukę. Nie za kasę. Za ból jaki mi sprawiłeś. Pójdę siedzieć ale przynajmniej jednego gnoja mniej będzie.
  
Gdy to czytał, uśmiech zagościł na jego twarzy. Tak, nie wie jak, ale praktycznie od zawsze, jakimś szóstym zmysłem wiedział jak mówić do matki, babki, nauczycielek, koleżanek i w ogóle kobiet, aby uzyskać to co chciał a przy okazji wprawić je w jakby stan letargu. Koledzy mu zazdrościli. Nie był ani zbyt przystojny, ani zamożny. Jednak dziewczyny szalały na jego widok. Od czasu gdy zrozumiał w czym rzecz, wykorzystywał to na wszelkie możliwe sposoby. Tak. Ta mała polka to był dobry połów. Na czysto cale 70 tys dolarów. Na czysto. Musiał przecież opłacić swojego człowieka na miejscu. Był to stary włamywacz. Mistrz w swoim fachu. Nigdy nie złapany. Mógł mu ufać. Pan Jurek, bo tak go nazywał, w zasadzie niczym nie ryzykował. Miał do wykonania proste zadania. A to sprawdzić czy ta mała polka nie jest przypadkiem lepem na muchy, a to w przebraniu kuriera dostarczyć przesyłkę. Pan Jurek wykonał także kilka innych podobnych zadań. Za fatygę Pan Jurek zainkasował całe 10 tys dolarów.
  
Andrzej zdawał sobie sprawę że większość mu podobnych nie korzysta z usług pomocników. Ale on był inny. Do każdej sprawy bardzo starannie się przygotowywał. Zarówno sam model pozyskania środków z kont ofiar jak tez komunikacji i opłacania pomocników był starannie opracowany i modyfikowany w zależności do sytuacji.  
  
W dobry humor wprawił go kiedyś, gdzieś przeczytany tekst:
  
Naciągacze matrymonialni są nastawieni na jak najszybszy zysk. Nigdy nie inwestują w budowanie relacji. Nigdy tez nie przykładają wagi do szczegółów. Proszą bardzo szybko o pieniądze. Żaden z nich nie pracuję nad ofiarą zbyt długo. Stosują prymitywne metody. Banalne komplementy. Dlatego łatwo ich zidentyfikować.

Chyba piszą o jakiś gówniarzach co na widok tysiąca euro dostają sraczki. On nawet nie schylał się po takie kwoty. Ryzyko, wkład pracy musi się opłacać. Jak każdy poważny handlowiec, wpierw poznawał potrzeby klientki. Następnie upewniał się czy ją stać na jego usługi. Sama go o tym najczęściej informowała. Ludzie lubią się chwalić. Jeżeli klientka posiadała odpowiednie zasoby- przystępował do transakcji. Chociaż zdarzały się sytuacje nie typowe.
  
Raz czy dwa, klientka bez żadnego proszenia. Bez żadnej sugestii z jego strony, zaciągnęła duży gotówkowy kredyt a następnie przelała środki, na, jak wówczas sądziła "podstępem wyłudzony numer konta" Stiepana. Bo wówczas występował pod takim imieniem. Cel przelewu -leczenie jego chorej, w rzeczywistości nie istniejącej córki.  
   
W duchu dziękował autorowi tekstu. Właśnie dzięki takiemu schematycznemu myśleniu, mógł czuć się bezpieczny. Był profesjonalistą. Nie tylko wsłuchiwał się w potrzeby klientek. Nie tylko umiejętnie kierował rozmową. Precyzyjnie planował transakcje. Jeżeli zdecydował że wcieli się w rolę rodaka zza granicy, zdobywał bardzo szczegółowe informacje o danym kraju. Czytał, oglądał, uczył się, poznawał historie. Posługiwał się w kontakcie z klientką, autentycznymi historiami ludzi. Regionalizmami. Jeżeli klientka odklejała się na punkcie, dajmy na to strażaków, to doszkalał się z tej dziedziny.

Wszystko po to by uwiarygodnić własną osobę. Po to aby wzbudzić w klientce poczucie więzi. Poczucie że spotkała kogoś, o kim od zawsze marzyła. Doprowadzić do stanu wrzenia, a następnie odebrać zapłatę. Nie interesował go dalszy los klientek. Nie wiedział więc że trzy z nich popełniło samobójstwo. Nawet jeżeli byłby tego świadomy, nie zrobiło by to na nim żadnego wrażenia. Liczył się wyłącznie zysk.      
  
Naturalnie, wymagało to dużego wysiłku. Nakładu pracy. Naturalnie nie zawsze dochodziło do monetyzacji transakcji. Wówczas wygaszał relacje. Jednak, w ostatecznym rozrachunku było to zajecie dochodowe.   
  
Gdzieś przeczytał że do czasu kiedy będzie istnieć popyt, będzie istniejąc podaż. A popyt istniał. Wyzwolone kobiety. Kobiety ubierające zbroje by w otaczającym je świecie uchodzić za twarde, przebojowe, koszące kasę, jak nikt nie widział, ubierały różowe kapcie, piły kakao i rzewnie płakały oglądając stare romantyczne filmy przytulając misia. Oglądały i tęskniły Tęskniły za opiekuńczym, czułym,facetem. Takim współczesnym rycerzem. I żeby tak pięknie mówił. Tak baśniowo. poetycko. Wiedział o tym. Wiedział, ponieważ same mu to w sekrecie wyznawały. Wiedział i potrafił to wykorzystać.
  
Każdy talent należy rozwijać. On także rozwijał Na rynku dostępnych było wiele pozycji o uwodzeniu. Istniały również całe szkolenia prowadzone przez specjalistów NLP i NLS. Dosyć kosztowne lecz bardzo przydatne w jego profesi.
  
Posiadał jeszcze jeden, bardzo przydatny w swoim fachu talent. Rzadko spotykany talent. A raczej dar.
  
Zdarzało się, że skacząc po YouTube po dłuższym oglądaniu przyłapywał się na tym że rozumie co tam mówią. Bez wysiłku. Naturalnie działało to tylko dla niektórych języków. Z pismem, mową było gorzej. jednak wystarczył miesiąc, dwa nauki i mógł uchodzić dla klientki za rodaka od dzieciństwa mieszkającego za granicą.           
  
Oczywiście ryzykował. Był przygotowany na sytuacje w której będzie zmuszony uciekać. A nawet wynająć adwokata. Jednak robił wiele by zminimalizować ryzyko. Nie tylko zmieniał tożsamości. Nie tylko przez lata hodował różnego rodzaju konta.
  
Jednym z całego arsenału środków zabezpieczających jakie stosował, była charakteryzacja. Musiał przecież, w celu zyskania zaufania, się pokazać. Wpadł więc na pomysł stosowania sztucznej brody, włosów. Zmywalnych lecz realistycznych tatuaży, i kilku innych podobnych zabiegów skutecznie ograniczających identyfikacje.
  
Musiał tylko pamiętać o dokładnym odwzorowaniu charakteryzacji przy każdym wejściu na wizje. Połączenia na wizji wykonywał wyłącznie z pomieszczeń. Pomieszczeń odpowiednio wcześniej przygotowanych. Przecież ktoś kiedyś, mógłby skojarzyć wystrój z tym na video. Już nie jeden wpadł tylko dla tego że ignorował z pozoru nic nie znaczące detale.
  
Doskonale zdawał sobie też sprawę z faktu, że w wielu przypadkach stosując odpowiednie metody istniała możliwość identyfikacji miejsca wykonania zdjęcia czy też nagrań video. Wystarczył z pozoru nic nieznaczący lecz charakterystyczny szczegół, kawałek nieba, skrawek krajobrazu i już można było w wielu wypadkach, z dużą dozą prawdopodobieństwa ustalić miejsce. Video rozmowy z wnętrza ograniczały taką możliwość.
  
No i miał przyjaciela. Jeszcze z dzieciństwa. Utrzymywał z nim ożywione kontakty. Pomagał finansowo. Dwójka dzieciaków, wymagająca małżonka i jak to spiąć z państwowej posady... Przyjaciel miał interesujący zawód. Był policjantem. Zajmował się współpracą ze służbami innych państw. Andrzej był przekonany że gdyby go w końcu namierzyli, odpowiednio wcześnie otrzymał by ostrzeżenie. Cóż, poczucie więzi, chęć odwdzięczenia się za wyrządzone dobro, to potężne siły.  
  
No ale dosyć tych rozważań, Andrzej otrząsnął się z zadumy. Kasa od tej malej polki uzupełniła budżet na kupno nowego domu. Ma się rozumieć, formalnie zakup zostanie dokonany na rodziców.  
  
W czasie gdy Andrzej zastanawiał się nad wyborem mebli, Anna odurzona silnymi farmaceutykami, leżała skrępowana pasami w izolatce budynku sto dwa Szpitala im Babińskiego. Malowniczo położony kompleks, w pośród zieleni, z dala od centrum miasta, wpisany na listę zabytków, żadną miarą nie był w stanie pomieścić ogromu cierpienia rozgrywającego się w umysłach pacjentów.  

Szpital Józefa Babińskiego - park.
Kliknij aby powiększyć
FOT: Wikipedia
By przeczekać kryzys sen był dobrym rozwiązaniem. Wiedzieli o tym lekarze, wiedzieli pacjenci. Zanim zapadła w farmakologiczne objęcia Morfeusza, krzyczana. Jej ciało wykonywało ruchy w taki sposób jak by ze wszystkich sił pragnęło samounicestwienia, poprzez zniszczenie ośrodka decyzyjnego. Głowy. Udręka psychiczna czasami jest tak silna że umysł pragnie wybawienia poprzez śmierć.              
  
Upadla na podłogę, płyny ustrojowe opuściły jej organizm. Czterech sanitariuszy musiało ją przytrzymać by pielęgniarka oddziałowa mogła wykonać iniekcje. Robiąc to, choć przyzwyczajona do podobnych widoków, choć wiele lat pracy na oddziale wykształciło w niej dystans do problemów pacjentów, Helena pomyślała: ty skurwysynu który urządziłeś tą dziewczynę, wiele bym dała żebyś gnoju wpadł w moje ręce.  
  
Pasy. Wyglądało to może okrutnie, lecz było konieczne. Gdy podany dożylnie środek dotarł do ośrodkowego układu nerwowego, zapadła w rzekę spokoju. Było jej wszystko jedno. 
  
Sprawnie wyjął soczewkę najpierw z jednego oka a potem z drugiego. Nie będą mu już potrzebne. Wrzucił do ogniska. Zielone, giętkie tworzywo momentalnie zamieniło się w dym. Nie miał zielonych oczów....        
  
Przez twe oczy, te oczy zielone oszalałem
Gwiazdy chyba twym oczom oddały cały blask
A ja serce miłości spragnione ci oddałem
Tak zakochać, zakochać się można tylko raz....

                                                                                                       @Copyright  Mariusz Witurski